O szyciu, kwiatach z bibuły, wiankach i innych robótkach; o drugim życiu skrawków i o zabawkach, przebraniach dla moich dziewczyn
niedziela, 24 marca 2013
poniedziałek, 18 marca 2013
Jarmark Wielkanocny w Szreniawie
Zapraszam na XII Jarmark Wielkanocny w Muzeum Rolnictwa w Szreniawie 23 i 24 marca!
To będzie mój targowy debiut :)
Przygotowania trwają, trzymajcie kciuki!
Więcej szczegółów na stronie muzeum: http://muzeum-szreniawa.pl/
To będzie mój targowy debiut :)
Przygotowania trwają, trzymajcie kciuki!
Więcej szczegółów na stronie muzeum: http://muzeum-szreniawa.pl/
niedziela, 3 marca 2013
Nadksiężniczka
Środek postu, a ja o Karnawale...
Strój Księżniczki powstawał w mękach ;) Do najprostszego wzoru ściągniętego z innej sukienki doszyłam dużo falban, oto moja recepta na pierwszą księżniczkę. Może zbyt dużo falban, stąd ta tytułowa Nadksiężniczka :) W każdym razie po udrapowaniu nadaje się i dla roczniaka, i dla trzylatki. Uszyty z podszewki za 2 zł, ot kolejna jego zaleta.
Strój Księżniczki powstawał w mękach ;) Do najprostszego wzoru ściągniętego z innej sukienki doszyłam dużo falban, oto moja recepta na pierwszą księżniczkę. Może zbyt dużo falban, stąd ta tytułowa Nadksiężniczka :) W każdym razie po udrapowaniu nadaje się i dla roczniaka, i dla trzylatki. Uszyty z podszewki za 2 zł, ot kolejna jego zaleta.
Kwiaty z bibuły
Oto mój pierwszy bukiet z kwiatów z bibuły. Gdyby nie imieniny Babci Helenki (której podarowałam bukiecik) kwiaty pewnie dalej "kwitły" by sobie w kartonie. Ale gdzie jest motywacja, tam jest szybka praca :)
Instrukcję wykonania pojedynczego kwiatka znalazłam tu: http://wiano.eu/article/1041.
Instrukcję wykonania pojedynczego kwiatka znalazłam tu: http://wiano.eu/article/1041.
wtorek, 12 lutego 2013
Woreczki gimnastyczne
Zapewne nie ma się czym chwalić, bo nic prostszego niż uszyć worek, ale sam fakt, że szycie może być tak przydatne i praktyczne zafascynował mnie do tego stopnia, że muszę się tym podzielić ;)
Zaczęło się od płaskostopia córki. Potem okazało się, że takie woreczki to świetna zabawka (i zabawa). Uszyłam ich dziewięć, za radą znalezioną w necie część wypełniłam grochem, część fasolą, a resztę kaszą pęczak. Jedno ćwiczenie polega na tym, żeby wyczuć, które wypełnienia są podobne i posegregować według nich woreczki. Można też rozrzucić je po podłodze i stąpać tylko po nich (u nas to zabawa w archipelag :), biegać slalomem między woreczkami, albo chwytając palcami stóp wrzucać do koszyka czy rzucać nimi o szafę (to ulubiona zabawa dziewczyn). Albo chodzić i kucać trzymając woreczek na głowie. Córki znalazły też parę innych zastosowań, dziecięca inwencja nie zna granic :)
Poza tym starsza nieźle bawiła się odważając groch i fasolę, oraz wsypując je do woreczka lejkiem lub łyżeczką. Tyle radości i tak niewiele roboty!
Jeśli kogoś zachęciłam, to znalezione w internecie wymiary są następujące: 10x15 cm, waga wypełnienia ok. 90-100 g. Wadą może być to, że nie ma tego jak wyprać, a pokrowce jakoś mnie nie przekonują. Chociaż może? W planach mam uszycie woreczków na oczy do jogi (z kaszą gryczaną), tym razem z pokrowcami.
Bitwa o woreczki na ręce i nogi ;)
Makowa Panienka ćwiczy :)
Jeszcze a'propos wielkiej przydatności szycia: niedawno Aurelka płakała z powodu bólu ucha. Mama poradziła stary sposób dla tych, którzy nie mają w apteczce kropli dla dzieci: do płóciennego woreczka wsypuje się rozgrzaną na patelni lub w mikrofali sól, która długo trzyma ciepło (z tą mikrofalą to zaiste staropolskie ;). Dziecko przykłada do worczka zawinętego jeszcze w ściereczkę ucho (bez tej dodatkowej izolacji może być za gorące, trzeba najpiejw samemu sprawdzić temperaturę). I zasypia spokojniej (przynajmniej Aurelce pomogło:). Jak tu żyć teraz bez maszyny do szycia?!
Zaczęło się od płaskostopia córki. Potem okazało się, że takie woreczki to świetna zabawka (i zabawa). Uszyłam ich dziewięć, za radą znalezioną w necie część wypełniłam grochem, część fasolą, a resztę kaszą pęczak. Jedno ćwiczenie polega na tym, żeby wyczuć, które wypełnienia są podobne i posegregować według nich woreczki. Można też rozrzucić je po podłodze i stąpać tylko po nich (u nas to zabawa w archipelag :), biegać slalomem między woreczkami, albo chwytając palcami stóp wrzucać do koszyka czy rzucać nimi o szafę (to ulubiona zabawa dziewczyn). Albo chodzić i kucać trzymając woreczek na głowie. Córki znalazły też parę innych zastosowań, dziecięca inwencja nie zna granic :)
Poza tym starsza nieźle bawiła się odważając groch i fasolę, oraz wsypując je do woreczka lejkiem lub łyżeczką. Tyle radości i tak niewiele roboty!
Jeśli kogoś zachęciłam, to znalezione w internecie wymiary są następujące: 10x15 cm, waga wypełnienia ok. 90-100 g. Wadą może być to, że nie ma tego jak wyprać, a pokrowce jakoś mnie nie przekonują. Chociaż może? W planach mam uszycie woreczków na oczy do jogi (z kaszą gryczaną), tym razem z pokrowcami.
Bitwa o woreczki na ręce i nogi ;)
Makowa Panienka ćwiczy :)
Jeszcze a'propos wielkiej przydatności szycia: niedawno Aurelka płakała z powodu bólu ucha. Mama poradziła stary sposób dla tych, którzy nie mają w apteczce kropli dla dzieci: do płóciennego woreczka wsypuje się rozgrzaną na patelni lub w mikrofali sól, która długo trzyma ciepło (z tą mikrofalą to zaiste staropolskie ;). Dziecko przykłada do worczka zawinętego jeszcze w ściereczkę ucho (bez tej dodatkowej izolacji może być za gorące, trzeba najpiejw samemu sprawdzić temperaturę). I zasypia spokojniej (przynajmniej Aurelce pomogło:). Jak tu żyć teraz bez maszyny do szycia?!
niedziela, 10 lutego 2013
Pościel dla Misia-Muzyka
Subskrybuj:
Posty (Atom)